POMOST POZNANIA
Teresa Mucha
       Menu
 
  Strona główna
 
  O mnie
  Warsztaty i szkolenia
  Reiki
  Przyjęcia indywidualne
  Linki- Polecam
  Kontakt
  Galeria
  Myśli
  Cytaty Mądrych
  ad vocem
  Dykteryjki
  Klinika Dusz
 
 










 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

O Żeńczyni 

Bajkę czytasz dosłownie, ale nie pojmujesz jej dosłownie. W każdej jest Podpowiedź, a kto pojął – ten bogatszy o kolejną Lekcję. 

1.

Wcale nie za górami siedmioma, wcale nie za morzami głębokimi, ale dość niedaleko stąd, całkiem nawet blisko…. Na wyciągnięcie ręki, na spojrzenie oczu…

- O, znowu tańczy nad strumykiem. Ciekawe co ona robi z tymi rękami i dlaczego wygląda jakby rozmawiała ze Słońcem? – Mała Dziewczynka przyglądała się postaci w długiej spódnicy stojącej na pobliskiej łące wśród wysokich traw, rumianków i krwawników pomieszanych z różową koniczyną. Od dłuższego czasu zastanawiała się - Kto to jest?- 

Nie pierwszy już raz Mała Dziewczynka kucała za krzakiem i podpatrywała nieznajomą, która pojawiała się praktycznie codziennie nad strumykiem i przesiadywała tam – w międzyczasie robiąc te swoje skłony, wygięcia i ruchy rękami. – Wygląda jakby była rusałką. Albo wróżką. Chociaż nie, nie ma skrzydeł. I chyba jest za duża na wróżkę – Mała Dziewczynka mruczała do siebie prowadząc obserwacje i skubiąc kwiaty malwy rosnącej obok płotu. Za jej plecami Mama trzaskała garnkami i pomstowała, że ma dosyć bycia Kurą Domową harującą od świtu do nocy bez wynagrodzenia. 

–Dziwne – pomyślała Mała Dziewczynka – Mama wcale nie wygląda na kurę. Wiem, bo kury chodzą za płotem Sąsiadów. No może nie są domowe, tylko podwórkowe, ale nadal nie przypominają Mamy. Dorośli są czasem dziwni. Mówią coś co wcale nie jest prawdą i denerwują się, że Świat nie bierze ich na poważnie. Ciekawe czy ta znad strumyka umiała to zrozumieć i wytłumaczyć. Bo Mama była okropnie denerwowna. Czy jakoś tak dziadek o niej mówił. – 

Mała Dziewczynka przestała biegać do Mamy z każdym pytaniem, bo za często słyszała: „nie mam teraz czasu, za mała jesteś, i tak nie zrozumiesz, a co ty za głupoty opowiadasz, a kto ci takich bzdur naopowiadał, co też ty wymyślasz w tej swojej głowie, idź się pobaw, nie zawracaj mi głowy, daj spokój z tymi głupstwami, nie musisz tego teraz wiedzieć, jak przyjdzie pora to się dowiesz, nie przeszkadzaj mi teraz, nie widzisz że jestem zajęta, muszę obiad ugotować, muszę posprzątać, twój ojciec znów zostawił bałagan w łazience, lepiej idź posprzątać zabawki, cały dom na mojej głowie, nie wiem w co ręce włożyć, a ty mnie jeszcze męczysz jakimiś pytaniami, idź, zajmij się czymś, poczekaj aż ojciec wróci, nie wchodź mi pod nogi, czy ty nie widzisz że podłoga mokra?” 

Teraz siedziała pod krzakiem bzu i cieszyła się, że nie przeszkadza Mamie i że to nie przez nią Mama trzaska garnkami. Mała Dziewczynka prowadziła dalej swój szeptany monolog 

– Jak trzaska to znaczy że jest zła i trzeba się trzymać z daleka, żeby jej jeszcze bardziej nie denerwować. No i nie pytać wtedy o nic. Ale Ta nad strumykiem wygląda na spokojną i uśmiechniętą. Tak trochę jak Mama czasami. Wtedy można się jej wdrapać na kolana, dostać buziaka, a nawet namówić ją na wspólna zabawę, czytanie albo pieczenie ciasteczek. Tylko że Mama rzadko taka jest wesoła i pogodna. Mówi, że musi pracować od świtu do nocy i że robota w domu nigdy się nie kończy. I że marzy o tym żeby wrócić na Etat to by miała Święty Spokój, ale nie może. Ten Etat to tam gdzie Tata chodzi codziennie i dlatego nie ma go w domu całymi dniami i nie może pomóc w niczym Mamie. A jak wróci to jest zmęczony i nic mu się nie chce i kłóci się z Mamą, że ona cały dzień siedzi w domu i jeszcze ma pretensje o wszystko. A najbardziej o to że jest za mało Pieniędzy. A on po to przecież bierze Nadgodziny, żeby tych Pieniędzy było więcej i żeby Mama i Mała Dziewczynka miały za co żyć. Nic z tego nie rozumiem, a Mama mi teraz nie wytłumaczy, bo trzaska garnkami. Ciekawe jaka jest Ta nad strumykiem? Może umiałaby to wyjaśnić? – 

Mała Dziewczynka czuła coś przyjaznego i ciepłego promieniującego od postaci siedzącej teraz na łące i splatającej wianek z polnych kwiatów i traw. Skubnęła jeszcze kilka kwiatków malwy, potem strzepnęła czerwoną spódniczkę drukowaną w groszki, westchnęła głęboko i ścisnąwszy w piąstkach różowe płatki przecisnęła się między poluzowanymi sztachetami i pomaszerowała na łąkę.

Troszkę się bała, ale tylko troszkę, bo Ta znad strumyka nie wyglądała ani jak Smok, ani jak Baba Jaga. I chyba nie było czego się bać. Miała prześliczną kolorową spódnicę, całą w kwiaty – długą do ziemi i z taaaaaaaką falbaną, która ruszała się jak w tańcu na balu. I włosy długie splecione w warkocz A teraz włożyła sobie na głowę wianek, który właśnie skończyła pleść i wystawiła uśmiechniętą twarz do Słońca. Śpiewała cicho jakąś piosenkę, ale Mała Dziewczynka nie słyszała nigdy wcześniej takich słów. Podeszła bardzo blisko Nieznajomej i stanęła przechylając lekko głowę w bok. Potem zaczerpnęła powietrza i zapytała 

–A kim ty jesteś? Bo ja jestem Małą Dziewczynką i mieszkam w tym białym domku gdzie rosną takie kwiatki – tu wyciągnęła małą piąstkę, w której trzymała zduszone i wymiętoszone płatki malw. 

Zobaczyła jak Ta w wianku odwraca do niej głowę, jakie ma uśmiechnięte oczy i jaka jest ładna z tym swoim warkoczem, z naszyjnikiem z kwiatów, taka kolorowa i spokojna. 

– Jaka jesteś ładna – westchnęła Mała Dziewczynka. - Moja Mama jest ładniejsza, ale całkiem inna niż Ty – poprawiła się szybko. – Kim Ty jesteś? Wróżką? –

- Nie jestem Wróżką. Jestem Żeńczynią – powiedziała Ta w wianku i kolorowej spódnicy. 

- A co to znaczy? – Mała Dziewczynka otworzyła szeroko oczy, bo jeszcze nigdy nie słyszała takiego dziwnego słowa. – Wyglądasz jak moja Mama, Ciocia i Sąsiadka. No prawie tak, bo jesteś jednak trochę inna. A one są Kobietami. Czy to znaczy, że jesteś Kobietą? – 

Żeńczyni uśmiechnęła się do Małej Dziewczynki – Wielu powie, że jestem Kobietą, ale ja wolę nazywać się Żeńczynią. Słowa mają bardzo wielką moc, tylko Ludzie na co dzień o tym nie pamiętają. Mówią coś bez zastanowienia, czasem bezmyślnie, a czasem dlatego że nie mają Wiedzy, a potem dziwią się, że Świat ich nie rozumie – Mała Dziewczynka rozpromieniła się – O! ja myślę czasami tak samo. Moja Mama czasem mówi, że jest Kurą, a przecież nie jest. I okropnie się złości z tego powodu. A przecież sama tak o sobie mówi. Ale dlaczego wolisz nazywać się Żeńczynią? –

- Żeńczyni to “ta, która żeńskość czyni”(*1) - powiedziała Ta w wianku i spódnicy. – I słowo to ma zupełnie inną energię i znaczenie niż “Kobieta”. – Mała Dziewczynka słuchała z przekrzywioną główką i zmrużonymi oczami, a Ta w wianku ciągnęła - Kiedyś mówiono na nas różnie - białogłowy, niewiasty, dziewki, dziewoje, baby, żeny(*2), a w końcu też kobiety. Słowo „kobieta”(*3) zaczęło być używane dopiero od XVII w. Badacze historii i języka uważają, że pierwotnie oznaczało ono kobyłę, a niektórzy twierdzą, że kobietę lekkich obyczajów. – Mała Dziewczynka skrzywiła się – Lekkich obyczajów? A co to znaczy? – Wiesz… taką, która nie szanowała siebie i swojego ciała i nie szanowali jej też inni – ani Mężczyźni, ani inne Kobiety... Z reguły była bardzo biedna, nie umiała pisać ani czytać, nie miała pracy ani żadnego wsparcia i zarabiała Pieniądze sprzedając samą siebie.- Mała Dziewczynka pokiwała głową – Aaaaa. Żal mi jej tej Kobiety.- Ta w wianku uśmiechnęła się leciutko i powiedziała – Dlatego wolę być Żeńczynią – Mała Dziewczynka jednak nie wydawała się usatysfakcjonowana odpowiedzią– No dobrze, ale co to znaczy że „czynisz żeńskość”? –

Żeńczyni pogłaskała warkocz i powiedziała – powiem Ci to, co usłyszałam od Żeńczyni, która uczyła mnie – „Słowiańska Żeńczyni promieniuje żeńską energią i przekazuje wiedzę o naszym żeńskim przeznaczeniu. Słowiańska Żeńczyni ma długie włosy, gdyż wie, że w nich tkwi moc i poprzez nie odbiera i wysyła subtelne informacje. Słowiańska Żeńczyni nosi spódnice lub suknie do ziemi, bo wie, że z ziemi pobiera energię, a kształt dzwona umożliwia tej energii dostanie się do jej ciała. Słowiańska Żeńczyni nie wchodzi w spory męskim sposobem, mówi sercem, wyraża swoją prawdę spokojnie, pięknie, godnie. Ona nie idzie, a płynie. Nie pracuje, a czyni z miłością. Nie odpoczywa, bo się nie męczy. Dba o siebie, bo wie, że to ona jest odpowiedzialna za atmosferę dookoła.”(*4)

-To dlatego masz ten warkocz i tę sukienkę !– Mała Dziewczynka klasnęła w rączki z radością Odkrywcy. – I dlatego jesteś taka uśmiechnięta i miła i wcale się nie bałam do Ciebie przyjść. I przypominałaś mi rusałkę nad strumykiem! – Potem zachmurzyła się na chwilę i powiedziała – Chciałabym żeby moja Mama też była Żeńczynią, a nie Kobietą ani Kurą Domową. Czy to się da jakoś zrobić? - 

Żeńczyni ponownie się uśmiechnęła – To zależy tylko od niej. Ani od Ciebie, ani ode mnie.- 

- Szkoda – Mała Dziewczynka westchnęła. Potem powiedziała – wiesz, muszę już wracać, bo Mama się okropnie zdenerwuje jak będzie mnie wołać na obiad, a ja nie przyjdę. Ale będę tu do Ciebie przychodzić i pytać Cię o różne rzeczy, bo Ty mi tak tłumaczysz wszystko nie jak Dziecku, tylko jak Dorosłej. I ja to lubię. Mogę przychodzić? – zapytała, a Żeńczyni pokiwała z uśmiechem głową i dała jej do rączki ciemnoróżową pachnącą koniczynę. – Biegnij do Mamy. A tutaj jesteś zawsze mile widziana. 

Mała Dziewczynka w podskokach przebiegła łąkę i przecisnęła się przez poluzowane sztachety pod krzak bzu. Mama wychyliła głowę przez okno. – No gdzie ty się podziewasz? Wołam cię i wołam, a ty udajesz, że cię nie ma. Zupa stygnie, a tobie się zachciewa w chowanego bawić. Chodź myj ręce i jedz szybko. – 

Mała Dziewczynka powąchała koniczynę i pomaszerowała na obiad z postanowieniem, że będzie Żeńczynią, a nie Kobietą. A na pewno nie będzie żadną tam Kurą.

Garść wyjaśnień

*1 Słowo “żeńczyni” jest użyte pierwszy raz w języku polskim przez badacza kultury i tradycji słowiańskich oraz tłumacza - Norberta Kulasa (autora książek Wiedza słowiańska na temat energii męskiej i żeńskiej)

*2  Słowo żona, występujące początkowo w formie żena, to chyba najstarsze ogólnosłowiańskie określenie kobiety. W polszczyźnie właśnie w znaczeniu kobieta słowo żena występuje np. w Lamencie Świętokrzyskim, dopiero nieco później zaczęło być odnoszone do kobiet zamężnych, utrwaliło się w postaci żona — i tak zostało do dziś. Pierwotne jego znaczenie zachowało się np. w używanym ciągle przymiotniku żeński, który ma związek z kobiecością  żeńskością jako taką, a nie byciem żoną.

W wielu językach słowiańskich słowo Żena zachowało się dokładnie w swej pierwotnej formie jako określenie kobiety (np. bośniacki,bułgarski, chorwacki, czeski, macedoński, serbski, słowacki) W innych – w formie odrobinę zmienionej (rosyjski, białoruski, ukraiński) W języku polskim wyraz Żena przekształcił się w Żona i występuje już tylko w znaczeniu wtórnym 

*3  Obecnie słowo kobieta jest najpopularniejszym i nienacechowanym (neutralnym) określeniem przedstawicielki płci pięknej. Nie zawsze jednak tak było, chociaż historia tego słowa nie jest do końca wyjaśniona. W polszczyźnie nie pojawiał się w dawniejszych tekstach, wyraz ten w obecnym znaczeniu pojawia się w wieku XVII. Wcześniej też występuje, ale wyłącznie w połączeniach typu kobieta grzeszna, kobieta wszeteczna, kobieta upadła, kobieta plugawa itp., i to raczej w tekstach przynależących do tzw. kultury niskiej. Ponad wszelką wątpliwość miał on pierwotnie negatywne, a wręcz obraźliwe zabarwienie, co potwierdzają teksty z tamtego okresu i fakt, że nie notują go dawne słowniki. Niewątpliwie w II poł. XVIII w. wyraz ten był już jednak neutralny, o czym zaświadczają konteksty jego użycia przez np. Kitowicza, Zabłockiego, Niemcewicza czy Jana Potockiego.

Teorii dotyczących etymologii słowa  Kobieta jest wiele. Wśród możliwych źródłosłowów wymienia się:

 — słowo kob, oznaczające chlew (opieka nad chlewem była obowiązkiem kobiet, być może też chodziło tu o metaforyczną nieczystość rozpustnych kobiet),

 — słowo koba, oznaczające kobyłę (z podobnych przyczyn),

 — starogermańskie słowo gebetta lub niemieckie Kebs-weib, oznaczające nałożnicę, konkubinę (to wyjaśniałoby pejoratywny wydźwięk i znaczenie tego wyrazu),

 — niemieckie słowo Kopf-weiss, fińskie kave, estońskie kabe, oznaczające kobietę.

*4  Słowa: Anna Wrzesińska – Żeńczyni, Trenerka Żeńskiej Rodowej Gimnastyki Słowiańskiej w Polsce.